EKSTREMALNE BIEGANIE


Dorosłemu człowiekowi pokonanie dystansu jednego kilometra sprawia już duży kłopot, a co dopiero dłuższe odległości rzędu kilkunastu-kilkudziesięciu kilometrów. Dla ppłk Czesława Macherzyńskiego z 2. Korpusu Zmechanizowanego prawdziwe bieganie zaczyna się od dwusetnego kilometra. Czy to możliwe? Ta liczba szokuje. Niewyobrażalny dystans. Ultra biegi 24 lub 48 godzin rzadko są pokazywane przez media, a ich liderzy zwykle pozostają w cieniu wielkiego sportu, choćby słynnych w świecie klasycznych maratonów.
Zza biurka wstaje niepozorny, można powiedzieć filigranowy oficer, który z biegania uczynił filozofię życia. Od dwudziestu lat bierze udział w maratonach, półmaratonach i ultrabiegach dla największych twardzieli. Czy to pasja, hobby, a może sposób na szarość codziennego życia, albo najlepsza recepta na zdrowie?
- Wszystko razem w jednym tyglu – przyznaje ppłk Macherzyński – Proszę sobie wyobrazić, że ja nawet nie znam swojego lekarza rodzinnego – dodaje z uśmiechem i wskazuje na ścianę pokrytą kilkudziesięcioma medalami, które „wybiegał” przez ostatnie dwadzieścia lat. Mój rozmówca nie ukrywa, że bieganie stało się jego filozofią życia, że życie prywatne, także to rodzinne, jest temu podporządkowane. A jakie były początki jego biegania?
- Wróciłem z Akademii Wojsk Inżynieryjnych lekko zaniedbany fizycznie. Za namową instruktora wf zacząłem od biegów na orientację. Pierwsze zawody wypadły średnio. Ale nazajutrz zadałem sobie pytanie: co ja 35-latek mam robić, żeby się dobrze czuć, żeby mieć kondycję i odpowiednią sylwetkę oraz nie mieć problemów podczas egzaminu z wychowania fizycznego. Postanowiłem, że będę uprawiał najzdrowszą i zarazem najtańszą dyscyplinę, czyli bieganie. Zacząłem od truchtu, małych dystansów.
Krótkie bieganie ppłk. Macherzyńskiego nie interesowało. Często zastanawiał się, jaka jest granica jego wytrzymałości? Do jakiego wysiłku może zmobilizować swój organizm.
Maratony stały się jego wyzwaniem. W pierwszym uzyskał czas 3 godziny 32 minuty. Po pięciu latach wynik powtórzył. Dla prawdziwego maratończyka przebiegnięcie 42 km 195 metrów w czasie 3 godzin jest dużym osiągnięciem. Dla wielu to zaczarowana liczba.
- Najlepszy mój wynik w klasycznym maratonie, 2 godziny 52 minuty, uzyskałem w 1992 roku – wspomina ppłk Macherzyński. – Od tamtej pory mogłem poprawiać ten czas albo zwiększać dystans. Postawiłem na to drugie. Od tej pory ekstremalne ultrabiegi stały się dla mnie największą namiętnością. W 1996 roku zaliczyłem pierwszy supermaraton na dystansie 100 km. Zauważyłem, że im dłuższy dystans, tym lepsze wyniki osiągam. W biegu 12-godzinym w Rudzie Śląskiej zająłem wysokie 4. miejsce.
U progu nowego tysiąclecia Macherzyński pojechał do Zamościa na festiwal biegowy i w biegu dobowym osiągnął dystans 205 km. Ten wynik pozwolił mu zająć 3 miejsce. Był to przepustka do zawodów międzynarodowych, typu mistrzostwa Europy czy świata. Znalazł się w składzie reprezentacji Polski na ME w biegach dobowych, które rozegrano w Holandii. Nasi reprezentanci nie mieli powodów do radości, ale w polskiej ekipie najlepszym zawodnikiem był Czesław Macherzyński, podobnie jak w kolejnych mistrzostwach rozgrywanych we Francji. Prawdziwe bieganie zaczyna się po 200-setnym kilometrze, twierdzą biegacze ekstremalni.
Ppłk Macherzyński zdejmuje ze ściany medal z fioletową wstążką.
- To z Grecji za udział w słynnym SPARTATHLONIE, biegu na dystansie 246 kilometrów, uważanym za najtrudniejszy bieg świata – mówi z uśmiechem na twarzy. – Doświadczeni koledzy mówili mi, że żeby należeć do grona prawdziwych ultrabiegaczy, obowiązkowo trzeba uzyskać certyfikat tego greckiego biegu. Trasa wiedzie z Aten przez Korynt do Sparty. Między innymi trzeba pokonać liczącą 1100 metrów górę. W 2003 i w 2009 roku zaliczyłem ten morderczy wyścig.
W tego typu ekstremalnym wysiłku zmęczenie zawsze się pojawia. Przychodzi kryzys. I albo się go pokona, albo schodzi się z trasy. W biegach dobowych i dwudobowych liczą się przebiegnięte kilometry, a nie uzyskany czas. Organizm ma swoje możliwości wydolnościowe, dlatego nie da się na okrągło przez 48 godzin biec bez wytchnienia. Robi się przerwy na posiłki, na krótki sen. Wygrywa ten, który pokona najdłuższy odcinek trasy. Wyżywienie i napoje to sprawa indywidualna. Zawodnicy wiedzą, czego potrzebuje ich organizm. Podstawę stanowią izotoniki, napoje bogate w witaminy i minerały.
- Zwycięzca pokonuje swoje słabości. Im dłuższy dystans tym mniej pracują nogi, a więcej głowa - mówi Macherzyński, który przez dwie dekady biegania dobrze poznał swój organizm. Ultrabieg to bieg prawdy, każdy najmniejszy błąd, każda najmniejsza kontuzja, od razu eliminują zawodnika z dalszej walki.
W ciągu roku pokonuje blisko 5 tys. kilometrów. Ulubione trasy treningowe to droga do Ojcowa i Pieskowej Skały. Rodzina już się przyzwyczaiła do ekstremalnego oficera. Jeden z synów nawet jeździ z ojcem na zawody jako serwisant. W korpusie przy ulicy Rakowickiej wiedzą, że biega, że biega bardzo daleko, ale niewiele osób potrafi powiedzieć, co to za bieganie.

Tekst: Tadeusz Dytko,
Foto: archiwum domowe ppłk Czesława Macherzyńskiego, Tadeusz Dytko