KRAJOBRAZ PO WIELKIEJ WODZIE
Do Szczurowej w Małopolsce można już dojechać bez problemu. Wszystkie drogi są przejezdne, a tylko gdzie niegdzie na polach leży jeszcze woda i powalone drzewa. Zatrzymujemy się w wiosce, gdzie ślady niedawnej tragedii widoczne są już przez szybę samochodu. Drewniany domek jeszcze niedawno tętnił życiem, a zadbany ogródek z mnóstwem kwiatów cieszył oczy przechodniów. Teraz jest tu pusto, błoto i resztki cuchnącej wody. Gorąco. Raj dla komarów. Jednak na przekór temu przygnębiającemu krajobrazowi na podwórku radosnym uśmiechem wita nas starsza pani. Właścicielka posesji.
-Moi kochani żołnierze przyjechali – mówi wzruszonym głosem i ściska naszego przewodnika, chorążego sztabowego Zbigniewa Ratajskiego z WKU Bochnia, który od miesiąca jest tutaj koordynatorem ze strony wojska. Siedemdziesięciosiedmioletnia pani Rozalia zaprasza do domu. Pokazuje puste drewniane ściany i ślady po wielkiej wodzie, która zatrzymała się na wysokości około 160 centymetrów. Tam już nie ma nic. Miesiąc temu kupiła piec. Nawet go nie uruchomiła, gdy utonął w wodzie. Trafi na złom, a raty trzeba będzie płacić jeszcze kilka lat. Kaloryfery uratuje, tylko trzeba je będzie porządnie oczyścić, podpowiada chorąży. Kilka dni temu wnętrze wyglądało jak jeden wielki cuchnący śmietnik. Teraz systematycznie resztki mebli i dobytku wynoszą żołnierze 5. Batalionu Dowodzenia z Krakowa. Są tu od samego początku, podobnie jak chorąży Zbyszek, który chętnie mówi o pracy innych, niż o sobie. Do mikrofonu nie powie słowa, bo stroni od wywiadów. W najgorętszym powodziowym okresie przyjeżdżali tu ministrowie, generałowie i mnóstwo dziennikarzy. Takie sytuacje zawsze budzą emocje. Miesięczna służba w gminie Szczurowa nauczyła go pokory oraz ważenia każdego wypowiedzianego słowa. Tu nic nie robi się dla poklasku, dla obiektywów kamer, dla sensacyjnych wywiadów.
Zamienili karabiny na widły
Od wczoraj pracuje tu kompania łączności. 30. silnych i odważnych żołnierzy. Dwie doby koczują w szkolnej hali sportowej, większość czasu spędzając na terenach powodziowych, czyli w domach, zabudowaniach gospodarczych i stodołach, gdzie w tej chwili jest największe zagrożenie pożarowe, a to ze względu na wysoką temperaturę gnijącego siana. Później przyjeżdżają zmiennicy, a oni wracają do jednostki. Młody porucznik, absolwent WAT mówi, że do Szczurowej przyjechał już piąty raz. Jest ochotnikiem. Podobnie jak inni, którzy też zamienili karabin na widły. Oficerowie, podoficerowie i szeregowcy. Tu każdy ciężko pracuje. Bo choć do wysiłku fizycznego są przyzwyczajeni i wiele potu wylali z siebie na poligonach i placach ćwiczeń, to jednak praca z gnojem, który kiedyś był sianem, czy sprzątanie domów po powodzi, to zupełnie coś innego. To trudno opisać i zarejestrować. Tam trzeba po prostu być i czuć ten fetor i zgniliznę, równocześnie patrząc w oczy ludziom, którzy od kilku tygodni nie mają nic. W jednej chwili dorobek życia zabrała woda. Wielka woda, To były kiedyś meble, dywany, lodówki, telewizory. Teraz sterta rozkładających się przedmiotów, które układają wzdłuż głównej drogi. Najgorzej mają ci żołnierze, których trafili do zabudowań gospodarczych. Tam bez ostrych wideł ani rusz. Trzeba się spieszyć, by zlikwidować pożary w zarodku.
Ich mała wojna
Żołnierzy zaraz zabierze samochód i pojadą do szkoły na obiad. A później dwie godziny spędzą na materacach w przeludnionej szkolnej hali sportowej. W tropikach taką przerwę nazywają popołudniową sjestą. Warunki mają tutaj prawdziwie spartańskie. Nikt nie myśli o rozgrywających się mistrzostwach świata w piłce nożnej. Nawet nie widzą, że tego dnia w Afganistanie zginął kolejny polski żołnierz. Do piętnastej mają wolne. Więc swój świat ograniczają do wojskowego materaca. Krótki sen, później powrót na front. Szczurowa to ich mała wojna. Z brudem, z robactwem, bakteriami i pleśnią, pożarami, zmęczeniem i być może kolejnymi falami wody.
- Nie przyjechaliśmy tutaj na wypoczynek – podnosi się z legowiska rozebrany do pasa żołnierz. – Proszę się nie dziwić zapachowi na tej sali – ostrzega – ale nasze mundury mają prawo tak śmierdzieć.
Z reporterskiego obowiązku należy odnotować, że obok 5. Batalionu Dowodzenia z Krakowa pracują tu żołnierze z 1. Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej z Bytomia i 5. Batalionu Chemicznego z Tarnowskich Gór. A posiłki zabezpiecza 10 Brygada Logistyczna z Opola wspólnie ze szkolną stołówką.
Dyrektor szkoły z sąsiedniej wioski mówi wprost, że dzięki żołnierzom istnieje realna szansa, by przed nowym rokiem szkolnym wyremontować obiekt. Do szkoły woda wdarła się na wysokość zaledwie metra, ale to wystarczyło, by powstały ogromne straty w sprzęcie i wyposażeniu. Aktualnie pedagodzy pracują na pierwszym piętrze, zabezpieczając to wszystko, co ocalało z wody. A jest tego naprawdę niewiele.
Psychologowie w mundurach
- W żołnierzach widzieliśmy nie tylko ratowników, ale i psychologów, którzy rozmawiali z ludźmi, byli pierwszymi na miejscu tragedii. – mówi wójt Gminy Szczurowa mgr Marian Zalewski, który od pierwszej wody mieszka w budynku Urzędu Gminnego. – Żołnierze wynosili ludzi i zwierzęta. Zrozpaczonym powodzianom dawali nadzieję. W tamtych dniach to było bardzo ważne.
Determinacja, z jaką wójt opowiada o współpracy wojska z ludnością cywilną i innych służb ratowniczych budzi szacunek i podziw. Z jego ust wyłania się obraz zniewolonej przez żywioł ziemi, ponad 700 zalanych gospodarstw i tysiące oczekujących na pomoc ludzi.
-Najpierw była akcja obrony wałów, później udzielania pomocy powodzianom. W tej chwili trwa sprzątanie i dezynfekowanie. Na każdym etapie żołnierze sprawdzili się – podkreśla wójt.
W Urzędzie Gminnym o majowej tragedii mówią już spokojnie, bez emocji. Gdyby nie paczki z darów i duża liczba butelek wody mineralnej, można by pomyśleć, że nic się nie stało. A jednak w umysłach ludzi pozostanie ten obraz i te straszliwe liczby. Bo straty trzeba policzyć, oszacować, zewidencjonować. Wójt Zalewski żywo ma w pamięci tę najtragiczniejszą noc, kiedy żywioł zaatakował.
- W nocy o 1.30 woda przerwała wał, o 4 rano nastąpiła kolejna wyrwa. Z trzech otworów zaczęła nagle wypływać woda. – meldowali strażacy. Domy parterowe były zalane po dach. Kiedy uporano się po pierwszej fali, znowu ulewny deszcz w Boże Ciało pogrążył gminę.
- Gdyby nie wojskowy śmigłowiec, to byśmy nie uratowali się przed drugą wodą – zaznacza wójt.
Chorąży sztabowy Zbigniew Ratajski, który od miesiąca jest najbardziej rozpoznawalnym człowiekiem w gminie, wspomina wielką walkę na wałach. Żołnierze w nocy ładowali worki z piaskiem, które później pakowane w gigantyczne big packi (ważące ponad 1,5 tony) zabierały na linie śmigłowce wojskowe MI-17 i zrzucały na wały. Wtedy spali po 3 godziny. Inaczej się nie dało. Bo potrzebna była każda para rąk. Teraz pokazuje rzeczkę Uszwica, w tej chwili większy potok, która przed kilku tygodniami była naprawdę groźna. Pracują tu już ekipy budowlane. Roboty będzie na kilka miesięcy, może na lata, by już nigdy woda nie zalała tych wiosek.
Jak długo w Szczurowej pozostaną żołnierze? Na to pytanie jeszcze nikt nie potrafi odpowiedzieć. Pracy dla nich nie zabraknie.
Tekst: Tadeusz Dytko
Foto: Tadeusz Dytko i st. szer. Dariusz Hazior
© Zespół Informatyki 2 KZ
